Jest takie miejsce na ziemi Choć nie na wszystkich jest mapachGdzie zieleń zawsze w zieleni A kwiaty zawsze są w kwiatach. (...) "Bugiem do Kodnia"
To miejsce - to Zalewsze nad Bugiem (obecnie gm.Kodeń, woj. lubelskie). Tam - 28 IV 1951 r. urodziłam się.
Moi rodzice (Jan i Antonina Wierbińscy) wychowali trzy córki: starszą ode mnie o 4 lata siostrę - Halinę oraz mnie i moją siostrę-bliźniaczkę - Irenę (Szypulską).
Naukę rozpoczęłam chodząc do odległej o 4 km Szkoły Podstawowej w Zabłociu. Potem uczyłam się dalej, bo w odległym o 50 km Liceum Ogólnokształcącym im. E.Plater w Białej Podlaskiej (mieszkałam w internacie). A potem uczyłam się jeszcze dalej, bo w odległej o 250 km Warszawie studiując na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Inżynierii Lądowej (mieszkałam w akademiku). Naukę zakończyłam w 1974 roku uzyskując tytuł mgr inż. budownictwa drogowego. Po ukończeniu studiów zamieszkałam w Radomiu. W Radomiu wyszłam za mąż, podjęłam pracę zawodową i założyłam własną rodzinę. Moja rodzina to mąż Andrzej (z wykształcenia mgr inż. mechanik), córka Anna (ur.1975r.), córka Monika (ur.1977r.) i córka Dorota (ur.1985r.). Moje córki - to moje "słoneczka". Kocham je i wszystko co robię robię dla nich. Z myślą o nich pisałam im dzienniki, a teraz piszę wiersze i baśnie.
Pisanie to moje hobby, które rozpoczęło się prowadzeniem pamiętnika i trwa dotychczas. Pisanie to także moja osobista psychoterapia. Pisanie to także recepta na moją bardzo dobrą, ale krótką pamięć. Pisanie to także ćwiczenie ojczystego języka. Dlatego staram się pisać. Lubię pisać listy, kartki pocztowe. Po prostu lubię pisać.
Drugie moje hobby to kwiaty, szczególnie domowe. Przez ponad 20 lat miałam dużą kolekcję kaktusów. Udało mi się wyhodować w domu wiele dużych i ciekawych okazów. Niektóre z konieczności wydałam instytucjom. Mam także działkę pracowniczą. To najpracowitsze moje hobby.
Moje hobby to także prace domowe. Lubię być czasem "kurą domową". Lubię haftować, szyć, szydełkować i robić na drutach ( w szczególności skarpetki). Potrafię też dobrze gotować i piec.
Lubię swoje hobby. Czas poświęcony nim nie jest czasem straconym. To odskocznia od szarości codziennego dnia. To także relaks i odpoczynek, czasem lepszy od najlepszych wczasów.
Moja praca zawodowa, a więc praca na rzecz zdobywania środków do życia, to dwa okresy, całkowicie różne.
Pierwszy - osiemnastoletni - to okres wykonywania zawodu wyuczonego w przedsiębiorstwach i zarządach drogowych. Pracując równolegle podwyższałam swoje kwalifikacje, dokształcając się na wielu kursach i na studium podyplomowym, uzyskując uprawnienia do samodzielnego projektowania i wykonywania robót w zakresie budowy dróg i mostów a także projektowania i budowy sygnalizacji świetlnych.
Osiemnastoletni okres pracy zawodowej na rzecz drogownictwa to dla mnie ogromne doświadczenie w kierowaniu pracą zespołową, satysfakcja z osiągniętych celów oraz zadowolenie z możliwości zaprzyjaźnienia się z wieloma ciekawymi osobami. Okres ten dla mnie zakończył się wraz z rozpoczętymi zmianami organizacyjnymi w gospodarce narodowej. Ryzykując dotychczasowe osiągnięcia rozstałam się z wyuczonym zawodem i licząc na lepsze możliwości zarobkowe spróbowałam własnych sił w "prywatyzującym" się kraju.
Drugi okres, trwający do dzisiaj, to praca w handlu. Jestem właścicielką sklepu (sklepiku) osiedlowego. "Urodziłam" go. Po moim kierunkiem został on zaprojektowany, wybudowany i wyposażony. Ja zadecydowałam o jego branży. Do dziś jestem w nim kierownikiem,księgowym i pracownikiem (czyli ekspedientką). Jest on dla mnie i dla mojej rodziny "mlekodajną krówką". Mówię o nim, że jest moim "czwartym dzieckiem".
Handel to oprócz pracy zawodowej również możliwość nawiązania wielu znajomości. Przez "ladę" poznałam wiele osób, z wieloma zaprzyjaźniłam się. Są to osoby reprezentujące różne zawody i posady. Często powtarzam, że znając tak dużo ważnych osób, sama czuję się ważniejsza, a co najważniejsze nie jestem samotna i bezimienna. Atmosfera panująca w moim sklepie sprawiła, że stał się on dla mnie drugim domem. Stał się także moim kolejnym hobby, a wprowadzane w nim przeze mnie niecodzienne formy marketingu oraz atrakcje wyróżniają go na tle innych sklepów osiedlowych. Niewątpliwą atrakcją jest "Perełka" (kocica rasy dachowiec). Wychowała się w sklepowej szufladzie, a gdy już z niej "wyrosła" przeniosła się na ladę, stając się coraz częstszym jej bywalcem. Do klientów odnosi się z zawodową życzliwością, dlatego też jest przez nich akceptowana.
Czy jeszcze kiedyś zaryzykuję i będę szukała kolejnego wyzwania dla zdobywania lepszych środków do życia? Nie wiem. Może nie będzie to konieczne. Może dzieci, które dziś są moimi małymi klientami, a także moimi małymi czytelnikami, gdy dorosną, będą lepszymi gospodarzami w naszym kraju.
|